Jednym z dostępnych rozwiązań w polskim systemie prawnym jest „spółka partnerska”, wzorowana na anglosaskiej Limited Liability Partnership. Zgodnie z definicją polskiego Kodeksu spółek handlowych to rozwiązanie dla osób fizycznych, wykonujących wolny zawód, takich jak lekarze, architekci, księgowi. A jednak w przepisach regulujących spółki partnerskie nie znajdziemy żadnego wskazania, że te dotyczą kobiet. Sprawdzamy więc, czy zabrakło tu miejsca dla partnerek, feminatywów, czy zwykłej językowej empatii.
Problem z feminatywami
Prawodawca wskazał[1] obligatoryjny katalog, jaki musi znaleźć się w nazwie firmy spółki partnerskiej. Oprócz nazwiska co najmniej jednego partnera (ale już nie partnerki), mają być to wyrażenia „i partner”, „i partnerzy” albo „spółka partnerska”.
W przypadku liczby mnogiej taki zapis nie stwarza kontrowersji. Jednakże, gdy przyjrzeć się dwóm pierwszym elementom zawartym w przepisie, nie znajdziemy w nich wersji żeńskich odpowiednio: „i partnerka” bądź „i partnerki”.
Zatem dosłowne brzmienie przepisu jest dyskryminacją. Dlaczego tak się dzieje?
Spółka partnerska wyłącznie z partnerami – co na to doktryna?
Doktryna, kładąc główny akcent na literalne brzmienie przepisu oraz jego zamknięty, precyzyjny katalog zgodnie nie dopuszcza używania w firmie spółki partnerskiej odmiany żeńskiej słowa „partner”, wskazując m.in. na to, że zastosowanie żeńskich form mogłoby wywoływać problemy praktyczne, chociażby w postaci blokady wstąpienia do spółki partnera (męskiego) nieujawnionego imiennie w firmie spółki.
Argument odwołujący się do „problemów praktycznych” jest nie tylko nietrafny, ale również wewnętrznie sprzeczny. W istocie obraca się on przeciwko samej tezie, którą ma rzekomo wspierać.
Jeżeli nazwa firmy brzmi „Kowalska i partnerki”, to, zgodnie z taką logiką, blokowałaby przystąpienie mężczyzny. A jednak nikt nie kwestionuje formy „Kowalski i partner” z tego samego powodu.
Poza tym „partnerka” nie jest jakimś obcym wyrazem, to po prostu żeńska forma słowa „partner”, tak jak „lekarka” to żeńska forma słowa „lekarz”.
Katalog z przepisu określa, co musi znaleźć się w firmie spółki, a nie w jakim rodzaju gramatycznym, a Konstytucja zakazuje interpretacji, które dyskryminują ze względu na płeć.
Dlatego należy poprzeć postulat zmiany przepisów, który wprost dopuściłby używanie feminatywów w nazwie spółki partnerskiej.
Postępowanie sądów rejestrowych
Wszystko to nabiera szczególnego znaczenia, gdy przyjrzymy się praktyce.
Próba założenia spółki partnerskiej zawierającej w nazwie firmy wyrażenia „i partnerki” spowoduje, że sąd rejestrowy wyda postanowienie o odmowie wpisu spółki do rejestru. I w konsekwencji taka spółka nie powstanie.
Warto też przypomnieć, że według danych Głównego Urzędu Statystycznego struktura płciowa osób wykonujących wolne zawody zbliża się do parytetu. W 2024 roku kobiety stanowiły 59% osób wykonujących zawód lekarki oraz 42% osób wykonujących zawód architetki.
Dlatego w obecnie stanie prawnym można mówić o dyskryminacji.
Ustawodawca stworzył spółkę partnerską z myślą o lekarzach, adwokatach i notariuszach. A potem, w tej samej ustawie, nie znalazł dla nich miejsca nawet w nazwie.
Masz pytania? Skontaktuj się z nami
[1] Art. 90 § 1 k.s.h.


