Zaznacz stronę
2020 12 10 M Jeżewski TPF Rzeczpospolita

TPF – przełom w finansowaniu sporów sądowych

Są sytuacje, gdy koszty procesu pokrywa fundusz inwestycyjny – mówi dr Marek Jeżewski, adwokat i partner w kancelarii Kochański & Partners w rozmowie z Pawłem Rochowiczem dla Rzeczpospolitej.

Na polskim rynku zadomowiło się już ubezpieczenie kosztów procesowych. Jest też inna możliwość odzyskania kosztów powstałych w wyniku procesu sądowego. Pokrywa go swoisty inwestor. Na czym to polega taka „inwestycja”?

Ten schemat jest zwany z angielska Third Party Funding, czyli pokrywanie kosztów sporu przez stronę trzecią, jednak nie jest to ubezpieczyciel. Najczęściej to wyspecjalizowany fundusz inwestycyjny, który w porozumieniu ze stroną wytaczającą powództwo pokrywa koszty obsługi prawnej procesu, koszty sądowe, koszty biegłych i organizacyjne. Jeśli jest to kwota 100, a dzięki zaangażowaniu funduszu powód wygrywa np. 300, to oddaje funduszowi koszty procesu oraz umówioną kwotę wynagrodzenia, np. 20 proc. wygranej. Można taki fundusz roboczo nazwać „Funduszem Finansowania Sporów Sądowych”, choć polska nazwa nie jest jeszcze utrwalona.

Mnie się podoba. Ale czy nie taniej zaciągnąć kredyt na obsługę kosztów procesu?

Lepiej wynająć taki fundusz, bo to on, a nie strona powodowa ponosi ryzyko przegranej i poniesienia wszystkich kosztów z tym związanych. Fundusz tylko wtedy na tym zarabia, gdy jego klient, czyli powód w procesie, wygra sądową batalię.

Więc taki fundusz to firma nie tyle kredytowa, co hazardowa?
Oczywiście fundusz nie inwestuje w każdy spór. Zawczasu analizuje naturę takiego sporu, przede wszystkim zasadności roszczenia. Bada także wypłacalność przeciwnika, czyli to, na ile można liczyć na zaspokojenie roszczenia po wygranym sporze. Podobne analizy przeprowadza się przed każdą poważniejszą inwestycją biznesową, np. kupnem dużego pakietu akcji. Przecież przejęcie innego podmiotu na rynku tez jest obarczone ryzykiem biznesowym.
Czy klient takiego funduszu finansującego też ponosi tu jakieś ryzyka, poza tymi związanymi z samym procesem?

W zasadzie żadnych. Jeśli nie wygra sporu przed sądem, to nic nie płaci funduszowi. Tu nie obowiązuje zasada z kodeksu etyki radców prawnych i adwokatów, w myśl której zakazane jest opieranie całego wynagrodzenia na procencie od wygranej. Skoro fundusz przeanalizował sprawę i zdecydował się na „inwestycję w spór”, to ponosi całe ryzyko.

A jaki w dotychczasowej światowej praktyce jest próg wartości sporu, powyżej którego fundusz jest skłonny wyłożyć pieniądze?

Są na rynku różne fundusze, skłonne wchodzić w spory różnej skali. Bywa, że fundusz inwestuje w dużą liczbę podobnych procesów, których łączna wartość idzie w miliony euro, traktując je jako inwestycję portfelową. Tak czy inaczej, gdybym miał klienta, który waha się, czy wszczynać spór o 5 mln euro, to doradziłbym mu wszczęcie sporu z udziałem funduszu.

To prawnik może być swoistym akwizytorem takiego funduszu?

Rola pełnomocnika polega na tym, by fachowo reprezentować interesy swojego klienta w sądzie. Przecież ten klient ma prawo do sądu, gwarantowane w konstytucji i różnych międzynarodowych traktatach. Cóż z tego, gdy czasem wysokie koszty procesu to prawo ograniczają. Gdy proponuję klientowi porozumienie z funduszem wsparcia, dbam o zachowanie jego prawa do sądu.

Czy grupa osób składająca pozew zborowy we wspólnej sprawie, niedysponująca znacznymi środkami, mogłaby liczyć na wsparcie funduszu?

Taki spór zbiorowy to dobry przykład. Można sobie jednak wyobrazić, że np. producent maszyn ma roszczenia do swoich odbiorców: do jednego półtora miliona złotych, do innego trzy miliony, a do trzeciego milion. W takiej sytuacji, choć nie jest to spór zbiorowy, fundusz może być skłonny do uczestnictwa. Choćby ze względu na podobny charakter roszczeń i tożsamość powoda. Tak jak wspomniałem, to swoista inwestycja portfelowa.

Czy w dzisiejszym polskim ustawodawstwie nie ma przeszkód prawnych do włączania się funduszu w pokrywanie kosztów procesu?

Takich przeszkód nie ma, choć też nie ma regulacji, które by tego dotyczyły. Jednak niedawno w prowadzonej przez naszą kancelarię sprawie Sąd Okręgowy w Poznaniu w postępowaniu cywilnym wydal precedensowe postanowienie (sygn. akt IX GCo 190/20) oddalające wniosek pozwanego o zabezpieczenie kosztów wykonania zabezpieczenia. Uznał, że udział funduszu jest prawnie dopuszczalny, a powód, zabezpieczając finansowanie, daje gwarancję wypłacalności. Potwierdził zatem legalność zawarcia umowy z podmiotem trzecim o finansowanie kosztów sporu.

Czego dotyczył ten konkretny proces?

Najkrócej mówiąc, jedna firma odkupiła udziały w spółce należącej do drugiej firmy i zabezpieczyła zwrot z inwestycji gwarancją. Ponieważ kwota gwarancji nie została zapłacona, sprawa trafiła do sądu.

Czy fundusze inwestują także w spory po stronie pozwanego?

Fundusze coraz bardziej aktywnie myślą o podejściu do tego typu inwestycji. Polem, w którym mogłoby to mieć zastosowanie jest prawo konkurencji. Można sobie wyobrazić, że fundusz finansuje koszty postępowania przed prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a potem sądem w sprawie kary za zmowę rynkową czy nadużycie pozycji dominującej. Jeśli uda się wywalczyć uniknięcie lub zmniejszenie tej kary, to fundusz może zainkasować np. kilka procent kwoty, na jaką opiewałaby kara. Szczegółowe zasady wsparcia przez fundusze finansujące spory są zawsze przedmiotem umowy w konkretnej sprawie.

Dlaczego dotychczas takie finansowanie nie upowszechniło się w naszym kraju?

Sama ta instytucja rozwija się, szczególnie w krajach anglosaskich dopiero od kilkunastu, może kilkudziesięciu lat. Ja pierwszy raz zetknąłem się z nią około dziesięciu lat temu, przy okazji sprawy mojego klienta, choć nie w Polsce. Sprawa sądowa, w której uzyskaliśmy korzystne postanowienie dla naszego klienta może jednak zachęcić fundusze finansowania sporów sądowych do wspierania polskich klientów.

 


Zapraszamy do kontaktu:

Dr Marek Jeżewski

Dr Marek Jeżewski

Adwokat, Partner, Szef Praktyki Rozwiązywania Sporów

+48 795 548 314

m.jezewski@kochanski.pl