Czy pomimo tego, że Polska zainwestowała blisko 290 mln złotych w misję IGNIS Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego organizowaną przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA), nie mogła lepiej wykorzystywać praw IP do popularyzacji tego historycznego wydarzenia? Jakie wnioski mogą wyciągnąć przedsiębiorcy i inwestorzy przy okazji naszego zaangażowania w podbój kosmosu? Sprawdzamy.
(Nie)pełne prawa do misji
Zakończona niedawno, szeroko komentowana w mediach, misja astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, okazała się wielkim naukowym sukcesem. Przeprowadzono bowiem szereg ważnych z naszego punktu widzenia badań i eksperymentów.
Wielu obserwatorów dziwiło się jednak, że Polska nie potrafiła odpowiednio „sprzedać” tego pokoleniowego wydarzenia, a informacje o poczynaniach naszego astronauty nie były atrakcyjne dla przeciętnych odbiorców.
W codziennych komunikatach nie widać było wizualnych elementów misji, takich jak np. oficjalne grafiki, nie było też możliwości kupienia okolicznościowych gadżetów – plakatów czy innych przedmiotów, które stanowiłyby atrakcyjne pamiątki. I to nie tylko dla młodych adeptów podboju kosmosu.
Już przed startem misji IGNIS było wiadomo, że Polska poniosła pełne koszty uczestnictwa, które wyniosły prawie 290 mln zł. Była to misja załogowa, dzięki której po blisko 50 latach nasz astronauta ponownie znalazł się na orbicie okołoziemskiej. Wydawać by się więc mogło, że przygotowania powinny zabezpieczyć nasze interesy na wszelkich płaszczyznach.
W trakcie całego wydarzenia okazało się jednak, że pomimo tak wysokich kosztów, Polska nie nabyła ani praw do nazwy misji, ani wykorzystywanych symboli. W konsekwencji zapłaciliśmy pełną stawkę, nie tylko w ramach składki członkowskiej ESA, ale dodatkowo, ponad ćwierć miliarda złotych, a mimo to nie mieliśmy pełnej kontroli nad jej wizerunkiem. Wszelkie prawa pozostały bowiem przy ESA, która zgodnie z własną polityką bardzo niechętnie dzieli się IP z innymi podmiotami.
O tym, jak ten brak może rzutować na możliwości promocji misji świadczy fakt, że choć Polska Agencja Kosmiczna poprosiła artystę Andrzeja Pągowskiego o przygotowanie specjalnego okolicznościowego plakatu, to z uwagi na to, że nie uregulowaliśmy kwestii wykorzystania praw IP, praca artysty nie mogła być wykorzystywana do promocji tego wspaniałego wydarzenia.

Przyziemne wnioski do spraw IP
Nie wiemy oczywiście jak przebiegały negocjacje polskich przedstawicieli z ESA i z czego wynikało to zaniedbanie.
Pozostaje jednak pytanie czy inwestorzy i przedsiębiorcy mogą wyciągnąć wnioski ze skutków ograniczenia praw IP podczas tak przełomowego wydarzenia jak misja Polaka w kosmosie.
W znakomitej większości transakcji aspekty praw własności intelektualnej są bowiem i obecne, i istotne – czy to praw do utworów w postaci projektów architektonicznych, praw do znaków towarowych, czy też praw do wyników pracy powstałych przy pomocy podmiotów trzecich. W interesie nabywcy jest więc ich odpowiednia identyfikacja i skuteczne przejęcie. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, przy ciągłym rozwoju nowych technologii. Tymczasem zakup spółki nie musi skutkować automatycznym przeniesieniem praw do jej IP.
Niestety wielu przedsiębiorców i inwestorów bagatelizuje kwestie zabezpieczenia oraz nabycia praw własności intelektualnej. W konsekwencji zdarzają się transakcje, w których dochodzi do licznych zaniedbań w tym obszarze. Ich skutki mogą być dla inwestorów bardzo negatywne i wręcz rzutować na opłacalność całej inwestycji.
Doskonale widać to na przykładzie misji IGNIS, gdzie pomimo poniesienia tak znacznych kosztów, Polska nie mogła właściwie spożytkować sukcesu, który byłby niewątpliwie motywacją dla kolejnego pokolenia przyszłych naukowców. Szkoda.
Masz pytania? Skontaktuj się z nami
Tomasz Szambelan


